Wyszukiwaniex

Proszę wpisać poszukiwane słowo lub jego fragment.

Opcja fragment pozwala wyszukać każde wystąpienie poszukiwanego wyrażenia.

Opcja początek pozwala wyszukać wszystkie tytuły i nazwiska rozpoczynające się od wyszukiwanego wyrażenia.

Opcja dokładnie wyszukuje tylko te filmy i osoby, których tytuły, imiona i/lub nazwiska są takie same jak wyszukiwane wyrażenie.

WAŻNE! Proszę pamiętać, że każda osoba wpisana jest do bazy w formie „nazwisko, imię”. Wyszukując osoby w opcji początek należy wpisać jej nazwisko lub jego początkowy fragment, w opcji dokładnie należy wpisać np. Kowalski, Jan (nie Jan Kowalski). W tej opcji wpisanie przecinka i spacji JEST KONIECZNE.

Szukaj w bazie

JA, KOMEDIANT

  • Film dokumentalny
  • Produkcja:
    Polska
  • Rok produkcji:
    1992
  • Gatunek:
    Film o sztuce, Film biograficzny
  • Barwny, 3 części x ok. 55 min

Film wybitnego dokumentalisty Ludwika Perskiego to niemal trzygodzinna, bogato ilustrowana archiwaliami, opowieść legendarnego aktora powojennego teatru polskiego Tadeusza Łomnickiego o jego życiu i twórczości. [TVP]

Ekipa
pełna | skrócona | schowaj

Z PODHAJEC NA MONT BLANC (1)

  • Część
  • 56 min

W pierwszej części mistrz wspomina początki swojej artystycznej drogi. Urodził się w Podhajcach, niedaleko Lwowa. W dzieciństwie wykazywał talent muzyczny i rodzice spodziewali się, że zostanie skrzypkiem. Wojna jednak przerwała jego edukację. W czasie okupacji pracował przymusowo w niemieckiej firmie budowlanej w Krakowie, nieopodal obozu koncentracyjnego w Płaszowie. Przetrwał wojnę, lecz tragicznie dotknęła go śmierć ojca w Oświęcimiu. Nie myślał o aktorstwie. Pragnął zostać dramaturgiem, wkrótce po wyzwoleniu zaniósł więc swoje młodzieńcze utwory do wznawiającego działalność Starego Teatru, którego dyrekcja ogłosiła konkurs. Pomylił jednak komisje i został przyjęty do zespołu aktorskiego. Przez rok uczył się pod opieką samego Juliusza Osterwy. Niebawem uzyskał angaż do Teatru im. Juliusza Słowackiego, gdzie zdobywał doświadczenie w otoczeniu największych sław sceny polskiej. Zetknął się z Ludwikiem Solskim, Aleksandrem Zelwerowiczem, Stanisławem Leszczyńskim. Partnerowali mu m.in. Aleksandra Śląska, Gustaw Holoubek, Zbigniew Cybulski. Zagrał kilka znaczących ról m.in Przełęckiego w "Uciekła mi przepióreczka" Żeromskiego, Mazepę w dramacie Słowackiego, Puka w "Śnie nocy letniej" Szekspira, Chłopca z Deszczu w "Dwóch teatrach" Szaniawskiego. Największy sukces odniósł w "Szczęściu Frania". Cały ten okres wspomina jako niezwykle szczęśliwy. Czuł się potrzebny, obsadzano go w wielu rolach, zbierał pochwały krytyki i reżyserów. Nie porzucił jednak marzeń o dramaturgii. Wiele pisał i w Starym Teatrze wystawiono wreszcie jego dramat "Noe i jego menażeria". Sztuka podobała się, otrzymał nawet z Rzymu i Pragi propozycje wystawienia, lecz władze nie były zachwycone jej wymową i "formalizmem". Żywot utworu na deskach scenicznych był więc krótki. Zbliżał się okres socrealizmu. Tadeusz Łomnicki wyjechał do Warszawy, gdzie grał w kilku teatrach. Za najważniejszą uważał pracę w Teatrze Współczesnym. Jednocześnie podjął studia reżyserskie w Warszawskiej PWST. I tu znów los zetknął go z najwspanialszymi postaciami teatru. Jego nauczycielami i mistrzami byli Aleksander Zelwerowicz, Leon Schiller, Józef Węgrzyn, Stanisław Leszczyński, Erwin Axer. Jednocześnie grał w doborowym towarzystwie, przeżywając największe aktorskie fascynacje kunsztem Ireny Eichlerówny i Jana Kurnakowicza. Całe środowisko teatralne dotkliwie odczuwało ograniczenia tamtego okresu. Konieczność grania socrealistycznych pseudodramatów w rodzaju "Brygady szlifierza Karhana" i ingerencje cenzury, a nawet Biura Politycznego PZPR, tworzyły duszną atmosferę. Grywano jednak i wielki repertuar. Wreszcie Łomnicki mógł zagrać Kordiana. Partnerował mu Jan Kurnakowicz jako Wielki Książę. Nadeszła "odwilż" i Teatr Współczesny z "Kordianem" zaproszono do Paryża. Na widowni zasiadł cały rząd Rzeczpospolitej na Uchodźstwie, wielu wybitnych przedstawicieli Polonii, a postacią centralną był generał Anders. Łomnicki wspomina to jako jedno z najważniejszych przeżyć w swojej karierze. W czasie monologu Kordiana na Mont Blanc wszyscy powstali i odśpiewali "Rotę". [TVP]

POSZUKIWANIA (2)

  • Część
  • 59 min

Dalszy ciąg opowieści Tadeusza Łomnickiego o teatrze, aktorstwie i twórczości. Reżyser Ludwik Perski zaufał talentowi swojego bohatera, a ten odwdzięczył się narracją olśniewającą, pełną barwnych opowieści i anegdot o teatrze, ludziach, fascynacjach. W filmie pojawiają się cenne materiały archiwalne, na których udało się utrwalić fragmenty wielkich ról Tadeusza Łomnickiego. Aktor podejmuje opowieść od roku 1956, kiedy do repertuaru polskich teatrów wróciły wielkie dramaty romantyczne. Pojawiły się też sztuki współczesne, przełamujące socrealistyczne stereotypy. W teatrze Współczesnym, kierowanym przez wybitnego reżysera Erwina Axera, Łomnicki kreował coraz ciekawsze i ważniejsze, jego zdaniem, role. W większości z nich partnerowała mu Zofia Mrozowska, którą przez wiele lat uważał za wielkiego przyjaciela. Był to czas, kiedy wreszcie mógł zobaczyć swój debiut ekranowy - w filmie Stanisława Wohla "Dwie godziny", pierwszym nakręconym po wojnie, lecz przez dziesięć lat nie dopuszczanym do rozpowszechniania. Łomnicki wspomina też inne swoje role filmowe. Nie było zbyt wiele, ale niektóre godne są zapamiętania, jak choćby w "Pokoleniu", "Niewinnych czarodziejach", "Bazie ludzi umarłych". Najważniejsza była oczywiście rola Wołodyjowskiego w "Panu Wołodyjowskim" i "Potopie", która przyniosła aktorowi ogromną popularność. Po politycznej "odwilży" zaczęły się jednak "przymrozki". Partyjna nomenklatura coraz ostrzej ingerowała w sprawy repertuarowe, coraz wyraźniej formułowała oczekiwania co do treści przedstawień. Wielu wybitnych artystów w różny sposób starało się manifestować niezależne postawy. Prym wiodła Irena Eichlerówna znana z odważnych wypowiedzi i demonstrowania niechęci do władzy ludowej. Dla Łomnickiego była jednak przede wszystkim wielką aktorką. Wydarzeniem miała być premiera "Pierwszego dnia wolności" Leona Kruczkowskiego, dramatu w nowatorski sposób podejmującego problem uwikłania jednostki w wojnę i historię. Dla Łomnickiego ta rola oznaczała przełom w jego aktorstwie. Po okresie grania - jak mówi - "po prostu", rozpoczął się okres poszukiwań nowych możliwości i kreowania ról charakterystycznych, wymagających innej konstrukcji i użycia nadzwyczajnych środków technicznych. Pierwsza z nich to rola Artura Ui w wyreżyserowanym przez Erwina Axera dramacie Brechta. To szczególnie interesujący fragment wspomnień. Środków wyrazu poszukiwali wraz z reżyserem niezwykle starannie. Praca ta ujawniła nieprzeciętne umiejętności Łomnickiego w stosowaniu technik aktorskich. A rola weszła do legendy i zyskała rozgłos również za granicą. Niestety, Helena Weigl, wdowa po Brechcie, przeszkodziła występom Łomnickiego w Londynie. Ale w pewnym sensie dzięki temu mogła powstać następna kreacja zapisana w historii polskiego teatru - rola Łatki w "Dożywociu" Fredry, w reżyserii Jerzego Kreczmara. Po raz pierwszy aktor zagrał postać dużo starszą od siebie i osiągnął to mistrzowskimi środkami, parodiując konwencje teatralne podpatrzone u dawnych mistrzów. Rola wzbudziła zachwyt widowni i podziw krytyki. Oznaczała też pełną dojrzałość i skłoniła aktora do refleksji nad traktowaniem zawodu i niebezpieczeństwami wynikającymi z doskonałego opanowania warsztatu i nabycia pewności siebie. Wtedy też przyszło kolejne wielkie doświadczenie: praca z Konradem Swinarskim i rola Wani Prysypkina w "Pluskwie" Majakowskiego. Tu bohater był z kolei dużo młodszy. Zarówno spektakl, jak i rola odniosły sukces, ale tragiczna, przedwczesna śmierć Swinarskiego, nieprzychylne nastawienie cenzury i władz spowodowały, że żywot przedstawienia na scenie teatru Narodowego był krótki. Nadszedł wreszcie czas artystycznej niezależności i Łomnicki rozpoczął starania o własny teatr, w którym realizowałby swoje wizje artystyczne. Otwarcie Teatru Na Woli premierą sztuki "Gdy rozum śpi..." z kolejną wielką rolą - Goi - okupione zostało wysoką ceną. Aktor wdał się w układy polityczne, wspinając się od razu niemal na szczyt. Andrzej Wajda nie przypadkiem obsadził go wówczas w roli reżysera Burskiego - "pieszczocha socjalizmu" - w filmie "Człowiek z marmuru". Jakże gorzko brzmią po latach wyznania człowieka szczerze skłaniającego się ku lewicowym przekonaniom, lecz w aparacie władzy wykazującego się, jak sam to ocenia, naiwnością wręcz groteskową. Przynależnością do PZPR, nie mówiąc już o członkostwie w Biurze Politycznym, skazał się na izolację, utratę kontaktu z ludźmi których cenił i szanował. A przecież był jeszcze rektorem PWST i posłem na Sejm. Źle zaczęło się dziać wokół teatru. Nazywano go teatrem KC, wytykano Łomnickiemu, że wypełnia wolę swoich mocodawców. A on, łudząc się możliwością osiągnięcia artystycznej niezależności, narażał się także im. Premiera "Do piachu" Tadeusza Różewicza w reżyserii Kazimierz Kutza rozjuszyła opozycyjne środowisko kombatanckie w równym stopniu co władzę i przypieczętowała losy sceny na Woli. Przedtem jednak do Warszawy przyjechał Roman Polański, wyreżyserował na Woli premierę sztuki Petera Shaffera "Amadeusz", sam zagrał Mozarta, a Łomnickiemu powierzył rolę Salieriego. W premierze uczestniczył "cały świat", relacjonowały ją zagraniczne stacje telewizyjne. Bilety na spektakle, uzyskujące w "wolnej sprzedaży" dolarową cenę, wykupywano z wielotygodniowym wyprzedzeniem. Warto było. Aktor znów stworzył rolę zapadającą w pamięć, głęboką, naznaczoną bólem, jaki nosił wówczas w sobie. Nic dziwnego, że tak przejmująco brzmiała ostatnia kwestia spektaklu: "miernoty wszystkich czasów, pozdrawiam was". Kończył się sześcioletni okres dyrektorowania w teatrze i trzydziesty szósty rok pracy na scenie. Była jesień 1981 roku. Wiedział, że czeka go operacja serca, nie należał już do PZPR, nie był rektorem ani dyrektorem. Był całkowicie niezależny, wewnętrznie wolny i... samotny. Wypowiadając te zdania, kończące część drugą opowieści, ma przeraźliwie smutne oczy. [TVP]

TO BYŁ TYLKO KONIEC PIERWSZEGO AKTU (3)

  • Część
  • 56 min

Od 1982 roku Tadeusz Łomnicki grywał na wielu scenach teatrów w Polsce i za granicą. Nazwał ten okres czasem wyborów. Posiadał już ogromne doświadczenie, był aktorem kompletnym i całkowicie niezależnym. Opowiadając o tym w trzeciej części swojej biografii, zrealizowanej przez Ludwika Perskiego, przywołuje anegdotę o wielkim tragiku Bolesławie Leszczyńskim, który pewnego razu "nie miał humoru" i pozwolił sobie zamarkować najważniejszą scenę w przedstawieniu. Właściwie od początku swej opowieści, przedstawiając galerię wielkich postaci teatru, wyraźnie daje do zrozumienia jak bardzo zależy mu na tym, by dostrzegano jego korzenie w tradycji polskiej sceny. Nie chciał być zjawiskiem osobnym, uczył się przecież od najlepszych. Może też dlatego po 1981 roku nie związał się już z żadną sceną. Był niezależny, mógł wybierać role. Stał się wielkim tragikiem, a każda jego kolejna kreacja wywoływała zachwyt krytyki i zainteresowanie publiczności. Grał m.in. Gospodarza w "Weselu", Papkina w "Zemście". Opowiadając o tamtym okresie powraca chwilami do wcześniejszych doświadczeń, które zaważyły na ukształtowaniu się jego bogatej techniki aktorskiej - opartej na rytmie, czuciu frazy, szukaniu klucza do zbudowania postaci, ale też głęboko wnikającej w ich psychikę. Już od lat 50., grając wielki, klasyczny repertuar, Łomnicki zetknął się jednocześnie z kolejnymi falami awangardy i reformami w teatrze. Nie lekceważył tego nurtu. Stworzył szereg wspaniałych ról w sztukach Becketta na deskach Teatru Współczesnego i Teatru Studio, zagrał w "Lirze" Edwarda Bonda. Uważał, że utworów awangardy lat 50. i 60. po latach nie należy grywać "awangardowo", tzn. zgodnie z zapisem autorów. Twierdził, że wchodząc do dorobku teatralnego stały się materiałem dramaturgicznym, dającym reżyserom i aktorom otwarte możliwości. Mimo że przedstawienie "Ostatniej taśmy Krappa" Becketta grane było kilkaset razy i pokazywano je na wszystkich kontynentach, Łomnicki nigdy nie był zachwycony nagraniem kwestii na taśmę. Uważał, że po latach obecności na scenach świata można to już "zagrać". Osobny rozdział to kontakty z twórczością Tadeusza Różewicza, również awangardową. W latach 80. głośny był jego udział w spektaklu "Pułapka" w reżyserii Jerzego Grzegorzewskiego, granym w Wiedniu w języku niemieckim. W "Kartotece" grał dwukrotnie. Raz w 1960 roku w reżyserii Konrada Swinarskiego, a po dwudziestu latach - w spektaklu dyplomowym, inscenizowanym przez studentów PWST. W tym czasie wyreżyserował ją sam w Berlinie, znajdując pewien uniwersalny klucz do tego szczególnego dramatu, uważanego za manifest pokolenia, które przeżyło wojnę. Przy okazji Łomnicki mówi też o swoich doświadczeniach nauczyciela i wychowawcy. Przez wiele lat był przecież wykładowcą i rektorem warszawskiej szkoły teatralnej, wprowadził na sceny kilkanaście roczników utalentowanej młodzieży. Był nie tylko artystą, który zgłębił tajemnicę aktorstwa, lecz umiał się nią także dzielić i zarażać pasją. Aktor wspomina również, że zawsze pamiętał, by mieć choćby najdrobniejszy udział w filmach brata, znanego reżysera Jana Łomnickiego. Tak powstało kilka świetnych kreacji, jak choćby rola Stefana Starzyńskiego w filmie "Gdziekolwiek jesteś, panie prezydencie". W tym okresie stworzył wiele interesujących ról w przedsięwzięciach telewizyjnych. Role w filmie Wojciecha Marczewskiego "Klucznik" według prozy Wiesława Myśliwskiego i w "Makbecie", inscenizowanym w Teatrze Telewizji należą do jego wielkich osiągnięć. A Molier w sztuce Bułhakowa i Bogusławski w "Szalbierzu" Spiro to niejako twórcze credo artysty. Życie dopisało dokumentowi niezwykły epilog. Ludwik Perski, jak się okazało, ukończył zdjęcia do filmu miesiąc przed nagłą śmiercią Tadeusza Łomnickiego. Aktor odszedł 22 lutego 1992 roku, w czasie próby kostiumowej do "Króla Leara" w Teatrze Nowym w Poznaniu. Pozostał ostatni zapis zwierzeń aktora, uważanego za największego w swoich czasach. Jednocześnie jednak był on uważany za postać kontrowersyjną, trudną w kontakcie. Czy film Perskiego odpowiada na pytanie, czy rzeczywiście aktorowi zatarła się granica między sceną a życiem, czy autokreacja przeszkadzała mu żyć w pełni i czy warto było w życiu grać role dużo gorsze od wielkich kreacji teatralnych? Na pewno dokument jest portretem człowieka nieprzeciętnego, obdarzonego talentem najczystszym, pełnego żaru i miłości do sztuki, jaką przyszło mu w życiu tworzyć. [TVP]

2017.02.11 03:21:52
© 1998-2019 Państwowa Wyższa Szkoła Filmowa, Telewizyjna i Teatralna im. Leona Schillera w Łodzi.
Internetowa Baza Filmu Polskiego filmpolski.pl jest bazą danych chronioną przepisami Ustawy z dnia 27 lipca 2001 r. o ochronie baz danych (Dz. U. 2001 nr 128 poz. 1402). Kopiowanie treści zawartych w serwisie bez zgody redakcji zabronione. Kopiowanie i wykorzystywanie fotosów oraz materiałów audiowizualnych zamieszczonych w serwisie bezwzględnie zabronione, z zastrzeżeniem wyjątków przewidzianych przez prawo. Cytowanie fragmentów treści zawartych w serwisie wymaga zgody redakcji. W każdym przypadku konieczne jest podanie źródła w podpisie pod cytowanym fragmentem. W przypadku portali internetowych żródło musi być linkiem do serwisu filmpolski.pl.
Internetowa Baza Filmu Polskiego filmpolski.pl działa na podstawie art. 2 Ustawy z dnia 10 maja 2018 r. o ochronie danych osobowych (Dz.U. 2018 poz. 1000).
Internetowa Baza Filmu Polskiego filmpolski.pl współpracuje z TVN w zakresie publikacji promocyjnych materiałów audiowizualnych. Administratorem danych pozyskanych w związku z emisją tych materiałów jest TVN.
Ta strona używa plików cookie. Zapisywanie plików cookies można zablokować, zmieniając ustawienia przeglądarki.
MakuFly Marcin MakowskiKrzysztof WellmanKrzysztof WiktorGlinka Agency